Sto dwa
Dzisiaj klub piłkarski FC Hercules z Alicante, o którym pisałam dwukrotnie tutaj i tutaj, kończy 102 lata.
Wczoraj Jot wrócił z meczu, w którym przegrali 18:0. Ech. To prawdziwa klęska w potyczce z liderem klasyfikacji Sporting Kortenberg.
Blog gat. II, szary, pakowy, zastępczy. Zaprasza Albonubes.
| pn | wt | sr | cz | pt | so | nd |
| 30 | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | 01 | 02 | 03 |
Dzisiaj klub piłkarski FC Hercules z Alicante, o którym pisałam dwukrotnie tutaj i tutaj, kończy 102 lata.
Wczoraj Jot wrócił z meczu, w którym przegrali 18:0. Ech. To prawdziwa klęska w potyczce z liderem klasyfikacji Sporting Kortenberg.
Chciałabym dostać jakąś nagrodę (od losu, od instytucji) i wyrazy uznania. I dużo pieniędzy, żeby kupić wygodny

country house i gościć tam nikomu niepotrzebne zwierzęta.
Potrzebuję namacalnego dowodu na powodzenie życiowe. Dziękuję.
W ubiegłym tygodniu nie miałam nawet chwili na zamieszczenie przemyślanej notatki. Zawitał do nas profesor M., mój dawny-dawny student, obecnie podpora pewnego uniwersytetu, głowa naukowa, świetny organizator. Bywam u niego podczas wyjazdów w ramach akcji Back to School, a tym razem role się odwróciły i zorganizowałam mu małą roboczą wizytę u siebie w pracy. Poza tym połaziliśmy po mieście, wypili kawę i gadali, gadali.
I jeszcze występowałam przed grupą francuskich uczniów, i jeszcze mieliśmy alarm ppoż, i jeszcze odwiedziłam ośrodek dla uchodźców... było tego mnóstwo.
A jeżeli chodzi o profesora, to zwyczajnie jestem bardzo dumna, że wiele lat temu nasze ścieżki się przecięły i że dołożyłam jakąś maleńką cegiełkę do jego zawodowego rozwoju. Nasi uczniowie mają nas przerastać; tak być powinno. Pozwolę sobie to napisać w dniu święta Komisji Edukacji Narodowej.

Klub piłkarski Hércules w czasach hiszpańskiej wojny domowej
Josep Miguel Garcia Martín, Luis Javier Hernández Munuera
Tłum. Albonubes
Wojna domowa przerwała to, co zapowiadało się na znakomity bieg wydarzeń dla klubu piłkarskiego Hércules. W sezonie 1934/35 alikantyjczycy zostali mistrzami drugiej ligi i uzyskali wyczekany awans na najwyższy poziom rozgrywek. Następny sezon – 1935/36 był jednym z najwspanialszych w historii herkulesowej drużyny. W mistrzostwach ponadregionalnych, rozgrywanych między drużynami z Murcji i Walencji na poziomie krajowym, zdobył znaczące drugie miejsce. W swoim debiucie w Lidze Pierwszej Dywizji osiągnął zasłużone szóste miejsce, podczas gdy w Pucharze Prezydenta Republiki odegrał najważniejszą rolę wszech czasów, osiągając półfinały, gdzie został wyeliminowany przez FC Madryt, ostatecznego mistrza tego turnieju. Zamach stanu i obalenie Republiki z 18 lipca 1936 r. oraz następujące potem lata wojny sprawiły, że nie wiemy, do czego byłby zdolny ten obiecujący skład Herculesa i jego trener, Manolo Suárez.
Niniejsza książka stara się jak najdokładniej opisać wydarzenia od chwili, gdy Hércules FC awansował do pierwszej ligi aż po czasy, gdy po wojnie ponownie zaczął występować w rozgrywkach krajowych (sezon 1939-40). Zajmiemy się zarówno działalnością sportową klubu (współzawodnictwu w turniejach oficjalnych i nieoficjalnych, udziałowi w meczach charytatywnych, zmianom, które dotknęły skład drużyny i personelu…), jak i pozasportową (przejęciu klubu, składowi zarządu, sytuacji stadionu Bardina, losom piłkarzy podczas wojny, represjom wobec graczy, zarządu i pracowników…). Ponadto załączamy dodatek statystyczny ze szczegółowymi informacjami na temat wszystkich spotkań, rozgrywek, klasyfikacji, składów, strzelców…
Wiedzieliśmy, że jednym z głównych problemów, jaki napotkamy chcąc zająć się niniejszym studium będzie brak źródeł z informacjami z tego okresu. Niestety, teoretycznie główne źródło, to jest Hércules FC, nie zachowało dokumentacji z tamtych lat, choć na szczęście zachowało trofea. Nie możemy również przekazać, biorąc pod uwagę upływ czasu, świadectw ustnych uczestników tych chwil. Zatem jeżeli nawet istnieją w formie pisemnej jakieś wywiady z graczami i kierownictwem z czasów dyktatury, są one mało pomocne, jako że nie zawierają praktycznie odniesień do lat wojny jako tematu tabu. Z drugiej strony, działalność sportowa w okresie wojny nie pozostawiła po sobie prawie w ogóle dokumentacji graficznej i to samo dotyczy takich dokumentów, jak bilety, karnety kibicowskie, programy meczów itd.
Dzisiaj była coroczna wizyta mojego najmłodszego kota u weterynarza. Kota w nosidle pakuje się na ramię i w drogę - dwa kilometry jak ta strzała. Na dziesiątą. Czułam, no czułam, że przytył - na wadze wyszło osiemset gramów więcej niż rok temu. Zmachałam się.
Pogoda za to jesienna i pomijając ciężar na jedym-drugim ramieniu, szło się całkiem miło. W tym roku nikt nie zaczepił mnie po drodze i nie pytał o "merostwo" (jak we wrześniu ubiegłego roku). Tylko przy przejściu dla pieszych starsza pani zaglądała do transportera, w którym niosłam mojego "poupousse" (to kot po walońsku).
Kot zaszczepiony - kot lekko spowolniony. No i dobrze.
Światło jest już całkowicie jesienne.
