• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

Co chce, to robi.

Blog gat. II, szary, pakowy, zastępczy. Zaprasza Albonubes.

Kategorie postów

  • literatura i język (47)
  • o sobie (281)
  • studia (27)
  • świat (171)
  • tworzenie (24)

Strony

  • Strona główna
  • Księga gości

Linki

  • David Shapiro
    • Moje pisanie o Shapiro
    • Wspomnienie poety
    • Wytłumaczyć i przetłumaczyć
  • Literatura
    • Transpoesie
  • nauka
    • KU Leuven (Faculty of Arts)
    • Universite Catholique Louvain
    • Uniwersytet Gandawski
    • Uniwersytet w Namurze
    • WSZiP
  • pomoc
    • Ośrodek dla uchodźców
    • Pomagamy zwierzętom w Belgii
    • Pomagamy zwierzętom w Polsce
  • zdrowie - zespół Ehlersa Danlosa
    • EDS w Belgii
    • EDS w Polsce
    • Zespół Ehlersa Danlosa

Kategoria

świat

< 1 2 3 ... 34 35 >

Myszy

Dziś trafiła mi się wyprawa do sklepu ze sprzędem AGD oraz  IT. Bo padła mi ostatnia mysz komputerowa, a touchpad to dla mnie mordęga.

 

Podjechałam metrem. Wybrałam nowy sprzęt względnie szybko - jedyną mysz na kablu dostępną na półce.

 

Ale kupienie jej to co innego. Kasę zdominował starszy pan żądający wymiany kabelka od tabletu. Kabelek i tablet poglądowo spoczywały na ladzie. Sprzedawcy odmawiali wymiany i powoływali się na przepisy ograniczające gwarancję. Zaproponowali, żeby kupił nowy kabelek za 19,99.

- Ile? Dziewięć?

- Dwadzieścia! Dwadzieścia - jeden z młodych za ladą stracił panowanie nad sobą, w pewnym zakresie przynajmniej.

- Nigdy już u was niczego nie kupię. Nigdy. Złożę skargę.

- Proszę bardzo, niech pan zadzwoni do ministra europejskiego [komisarza], który wprowadził takie przepisy.

- Zadzwonię do Maroka! Do ministra marokańskiego!

- I do Chin też - podpowiedział młodzieniec.

- Przepraszam panią - powiedział jego kolega, kasując ode mnie należność. Życzyłam mu odwagi i poszłam na lody.

Co do lodów, poprosiłam o malagę i wanilię w wafelku, ale dostałam w papierowym kubku. No trudno.

Mysz działa i świeci na kolorowo, bo jest to mysz gejmingowa.

 
19 lutego 2026   Dodaj komentarz
świat  

Krioterapia

Temperatura spadła i śnieżek został z nami na troszkę dłużej. Co wypchnęło mnie dziś z ciepłego domu.

 

 

Nie poszłam daleko - do zachodu słońca miałam tylko trzydzieści minut, a zatem trafiłam na złotą godzinę.

 

 

Pstryknęłam kilka zdjęć miejscowego stawiku, który jest pozostałością płynącej tu kiedyś strugi o nazwie "meandrujący strumyk".

 

 

Beek albo ruisseau - tak to się tu nazywa.

 

 

 

Wróciłam lekko zamrożona - uwielbiam taką pogodę, a tutaj jest ona rzadka. Korzystne dla odporności, ale i poprawia humor.

 

Przy okazji - taka temperatura, czyli około minus dwóch stopni wypada poniżej średniej o tej porze roku. Czyli trochę optymizmu przy całym tym ociepleniu.

 
04 stycznia 2026   Dodaj komentarz
świat  

Śnieg

Wrócił do mnie Jot.

 

Nad ranem zaczął padać śnieg; oczywiście nie zostanie z nami długo, ale niech ta chwila trwa.

 

Na świecie zawierucha. Atak Stanów na Wenezuelę. Nie myślę o tym w miarę możliwości - tutaj  nie ma miejsca na politykę.

 

Ponieważ pada śnieg, a ciśnienie spadło do 1005 hPa, robię się senna. Sprawę pogarsza fakt, że zjedliśmy spaghetti z oliwkami, popite winem. Spać! I śnić lepsze czasy.

 

 
03 stycznia 2026   Dodaj komentarz
świat  

Czego sobie życzyć?

Wiedzieć, jak się wyjęzyczyć.

 

Mieć zdrowie na poziomie oby-oby.

 

Mieć środki na to, żeby iść dalej swoją drogą.

 

Ponieważ moja obecna filozofia wygląda tak: człowiek w życiu ma tylko zasoby - zasoby w czasie. Zasobów i czasu ma pewną ograniczoną ilość, której dokładnie nie zna. Inaczej mówiąc, mamy tylko jedno: własne ciało z jego mocami i słabościami w czasie. 

 

Niechby wystarczyło nam i zasobów, i czasu. Niech 2026 rok będzie - po prostu będzie, i niech da nam znośnie żyć.

 

Wasza Albonubes

 
30 grudnia 2025   Dodaj komentarz
świat  

Czy warto

Czasem człowiek tak się narobi, że już nie wie, czy warto. ale jak odeśpi - wie, że warto.

 

Po wielu cierpieniach i godzinach spędzonych nad artykułem, dostałam dziś informację, że jest całkiem, całkiem.

 

A co ważniejsze, spotkałam się ze studentami UW i pogadałam z nimi o poezji i jej tłumaczeniu. Wyszły z tego warsztaty, a następnie mogą z tego wyjść publikacje. Zawiozłam na te zajęcia kilkanaście książek w ramach nagradzania aktywności i twórczości. Popyt okazał się nawet większy niż podaż. Szkoda, że nie miałam środków na więcej.

 

Jechałam do kraju pociągiem European Sleeper, co było wycieńczające, ale i pouczające; ileż to człowiek zniesie, czuwając i odganiając senność za pomocą podkastów. Przesiadłam się, wychłodzona przez noc, w Berlinie Wschodnim. Zjadłam bardzo niezdrowe śniadanie w McDonaldzie, potem wypiłam kawę, potem herbatę. Tak to zużyłam trzy godziny dzielące mnie od przyjadu mojego ekspresu. I wchodząc do swojego wagonu, potknęłam się i trochę poobijałam, co uświadomiło mi, jak bardzo byłam już zmęczona. Nie potłukło się jednak nic oprócz moich kolan.

 

Ale powrót był jeszcze barwniejszy. Zawierzenie swojej marszruty Deutsche Bahn skończyło się średnio. Już za Berlinem zaczęliśmy wypracowywać znaczące spóźnienie ze względu na roboty na torach. Potem zmieniono nam trasę, omijając sporą stację (Wuppertal). Pomknęliśmy w stronę Dusseldorfu, którego w rozkładzie nie było. A kiedy pociąg ruszył w stronę wyczekanej przeze mnie Kolonii, nasze opóźnienie osiągnęło już takie rozmiary, że porzuciłam nadzieję na złapanie docelowego pociągu do Brukseli. Dodatkowo wkrótce pociąg się zatrzymał - według pani kierowniczki "jacyś idioci rzucili kamienie na tory". Mój umysł, droga skojarzeń, zaczął łączyć tę nieoczekiwaną sytuację z niedawnym aktem dywersji na polskich torach... Nie był to koniec przeżyć, bo nastepnie pociąg cofnął się do D. Kierowniczka zaleciła wyjście na papierosa; wagon restauracyjny oferował darmowe przekąski, ale z wyłączeniem alkoholu... W skrócie: do Kolonii dotarliśmy przed 22.00, zaś mój pociąg odjechał dwie godziny wcześniej.

 

Udałam się - powlokłam, z walizką i coraz bardziej ciążącą torbą na ramię - na informację, gdzie ustawiłam się w niekrótkiej kolejce. Wkrótce okazało się, że w zasadzie wszyscy chcą dostać się do Brukseli. Pani za szybą spisała z biletu nasze dane, po czym wystawiła czterem osobom wspólny kupon na przejazd taksówką na Dworzec Południowy w Brukseli. to jest do miejsca, gdzie skończyłby bieg nasz pociąg.

 

I tak zabrałam się w podróż z trzema młodymi Flamandkami. Turecki kierowca pędził, ile koni w silniku, mimo deszczu i wiatru, i po dwóch godzinach, z sercem w gardle, wysiadłam na docelowym dworcu.

 

Ponieważ w Belgii trwał trzydniowy strajk, a dodatkowo była już północ, nie mogłam liczyć na komunikację miejską. Naganiacz z postoju taksówek naraił mi zaraz kolegę, który względnie szybko dowiózł mnie do domu.

 

Usnęłam po pierwszej w nocy, zadowolona, że jest mi ciepło i sucho.

 
26 listopada 2025   Dodaj komentarz
świat  
< 1 2 3 ... 34 35 >
Blogi