• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

Co chce, to robi.

Blog gat. II, szary, pakowy, zastępczy. Zaprasza Albonubes.

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
01 02 03 04 05 06 07
08 09 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 01 02 03 04

Kategorie postów

  • literatura i język (47)
  • o sobie (281)
  • studia (27)
  • świat (171)
  • tworzenie (24)

Strony

  • Strona główna
  • Księga gości

Archiwum

  • Marzec 2026
  • Luty 2026
  • Styczeń 2026
  • Grudzień 2025
  • Listopad 2025
  • Październik 2025
  • Wrzesień 2025
  • Sierpień 2025
  • Lipiec 2025
  • Czerwiec 2025
  • Maj 2025
  • Kwiecień 2025
  • Marzec 2025
  • Luty 2025
  • Styczeń 2025
  • Grudzień 2024
  • Listopad 2024
  • Październik 2024
  • Wrzesień 2024
  • Sierpień 2024
  • Lipiec 2024
  • Czerwiec 2024
  • Maj 2024
  • Kwiecień 2024
  • Marzec 2024
  • Luty 2024
  • Styczeń 2024
  • Grudzień 2023
  • Listopad 2023
  • Październik 2023
  • Wrzesień 2023
  • Sierpień 2023
  • Lipiec 2023
  • Czerwiec 2023
  • Maj 2023
  • Kwiecień 2023
  • Marzec 2023
  • Luty 2023
  • Styczeń 2023
  • Grudzień 2022
  • Listopad 2022
  • Październik 2022
  • Wrzesień 2022
  • Sierpień 2022
  • Lipiec 2022
  • Czerwiec 2022
  • Maj 2022
  • Kwiecień 2022
  • Marzec 2022
  • Luty 2022
  • Styczeń 2022
  • Grudzień 2021
  • Listopad 2021
  • Październik 2021
  • Wrzesień 2021
  • Sierpień 2021
  • Lipiec 2021
  • Czerwiec 2021
  • Maj 2021

Archiwum grudzień 2025

< 1 2 >

Czego sobie życzyć?

Wiedzieć, jak się wyjęzyczyć.

 

Mieć zdrowie na poziomie oby-oby.

 

Mieć środki na to, żeby iść dalej swoją drogą.

 

Ponieważ moja obecna filozofia wygląda tak: człowiek w życiu ma tylko zasoby - zasoby w czasie. Zasobów i czasu ma pewną ograniczoną ilość, której dokładnie nie zna. Inaczej mówiąc, mamy tylko jedno: własne ciało z jego mocami i słabościami w czasie. 

 

Niechby wystarczyło nam i zasobów, i czasu. Niech 2026 rok będzie - po prostu będzie, i niech da nam znośnie żyć.

 

Wasza Albonubes

 
30 grudnia 2025   Dodaj komentarz
świat  

Coraz bliżej końca

Roku.

 

Ćwiartki wieku dwudziestego pierwszego.

 

Święta przeżyłam pół na pół z Jo., która jeździ porezydować w mieszkaniu znajomych, którzy z kolei są w ciepłych krajach. Koty głównie śpią. Pogoda dopisała: jest piękny wyż i lekki mrozik. Chodzę do kina. Obejrzałam już "Les Baronnes", historię kilku lekceważonych przez życie pań 65+ z Molenbeeku, które postanawiają wystawić "Hamleta". Ciekawe i wciągające, ale reżyser niepotrzebnie połączył lokalny realizm (w filmie gra znana mi dobrze Bruksela) z elementami magii, jak żarzący się meteoryt, który przebija dach domu głównej bohaterki i prowokuje serię wydarzeń nieoczywistych. Wczoraj obejrzałam "Song sung blue", fabularyzowaną historię wisconsińskiej pary o pseudonimach Lightning and Thunder śpiewającej covery Neila Diamonda. Film siłą rzeczy tonął w kiczu amerykańskiej prowincji, ale Hugh Jackman i Kate Hudson byli znakomici, zwłaszcza ona.

 

Dziś poszłabym na Zootopię 2, ale mi się nie chciało. Grzeję się, smaruję lotionami, pryskam perfumami i jem.

 

Coś tam piszę, coś tam planuję, boli mnie głowa i niewiele mi się chce.

 

Kilka dni temu, kiedy robiłam ostatnie zakupy spożywcze w sklepie D. w sąsiednim mieście (D. w moim mieście jest spalony; zarzucili mi kiedyś kradzież). Przy kasie ustawiłam się za parą: panem po osiemdziesiątce i jego córką w moim wieku. W pewnym momencie kasjer (też niemłody) stwierdził, że karta lojalnościowa klienta nie działa, bo jest to karta sklepu C. - Jest pan w sklepie D. - tłumaczył panu dziadkowi. - Papa... - wyszeptała zażenowana córka. - C'est la vie - powiedział z niczym niezmąconą wesołością pan dziadek.

 

Niech to będzie mój komentarz do kończącego się roku. Jest to komentarz kobiety w wieku mocno średnim, posiadającej jedynie kartę lojalnościową sklepu D.

 

A kiedy myślę, że chciałabym teraz być w Alicante, oglądam sobie filmik z meczu, na którym byłam we wrześniu. Kiedy następne wakacje? Może w październiku...

 

 

 
26 grudnia 2025   Dodaj komentarz
o sobie  

Końcówka

Dziś zaczęłam urlop, który potrwa do 4 stycznia.

 

Jak co roku, czuję ciężar minionych dni i potrzebuję odpocząć. W tym roku bez wyjazdu, z różnych powodów niezależnych ode mnie. Może wyskoczę nad morze. Jeżeli się uda.

 

Nie wiem, czy czas na podsumowania; w sumie to sztuczny zwyczaj, a raczej arbitralnie przypisany do grudnia. Jestem coraz starsza, coraz mniej mam energii. Rok był taki sobie - niby żyjemy, mam co jeść, ale narasta niepewność. Tu wojna, tam wojna, konflikty się kłębią, rośnie ogólny poziom agresji w ludziach ogółem, a zwykły szary człowiek się po prostu boi, co będzie jutro.

 

Robiąc sobie prezent świąteczny, poszłam do kosmetyczki na zabieg mezoterapii. Pani zaproponowała użycie DNA róży damasceńskiej, cokolwiek to znaczy. Było co prawda drogo, ale kto nie chciałby mieć pod skórą genów róży damasceńskiej??? Po zabiegu niespecjalnie wypiękniałam, ale spodziewać się należy tylko rzeczy możliwych. Trzeźwy realizm to podstawa.

 

A wczoraj przyjechało zamówione jedzenie świąteczne: w tym dwa serniki zamiast sernika i jabłecznika. Jot był rozczarowany, mnie to obojętne: się zje.

 

Dostawca zmieniał kilkakrotnie godzinę dostawy, niekoniecznie z powodu złego planowania, bo tu rolę odegrały też rozróby w Brukseli, gdzie rolnicy palili opony i tak dalej. Miasto było przez to częściowo nieprzejezdne. Dostawa miała więc przyjechać o 20.45, czyli w czasie, gdy planowałam iść do kina (ponownie na "Lekcje pingwina", tym razem w oryginale), a następnie do pizzerii, z Jotem oczywiście. Ponieważ mam za sobą największą lekcję asertywności w życiu (sierpniowa konfrontacja z policją w supermerkecie), zdecydowałam się reagować asertywnie i planów nie zmieniać. Wszystko się udało, bo pod moją nieobecność dostawa i tak przybyła, tylko ten jabłecznik... Nie ma.

 

Najlepszego, dobrego po prostu Wam życzę.

 

 
19 grudnia 2025   Dodaj komentarz
o sobie  

Najlepsze są powroty

Wczoraj po wygłoszeniu na konferencji swoich przemyśleń (mówiłam, nie czytałam) wróciłam do domu. Bardzo zmęczona.

 

Na konferencji spotkałam kolegę ze studiów, dziś profesora, i jego żonę. Rozmawiało nam się dobrze, powiedziałabym, i może zgłoszę się na konferencję na ich uniwersytecie w czerwcu przyszłego roku. Co do imprezy w Namurze - wiedziałam, że oni tam będą - chociaż trochę się obawiałam, że się nam rozmowa nie sklei. 

 

Konferencja ciekawa, z referatami na temat Tupaca Shakura oraz słów, jakie ludzie wypowiadają przed zgonem. Taki rozrzut.

 

Jedzenie dobre, poszłam do polecanej restauracji. Modna, industrialna, z otwartą kuchnią i tłumem kelnerów, dobrze karmią, ale czuję się trochę samotnie. Z mojej prawej - dwie panie żywo rozmawiają, jedzą pizzę. Po lewej - pani z jakiejś placówki kulturalnej i jej spóźniony kolega. Ona narzeka na różne sprawy, jedzą spaghetti. I ja zjadłam dobre spaghetti z krewetkami. Ceny normalne i na moją kieszeń. 

 

 

Wracając, poszłam odebrać walizkę ze skrytki (co udało się zgrabnie), kupiłam bilet pierwszej klasy i pojechałam gładziutko do domu. Dworzec jest tylo 300 metrów od uniwersytetu. Cudownie.

 

 

Miasto jest piękne dzięki rzekom, kościołom i cytadeli, ale wymagałoby doszlifowania. Hotel też był całkiem przyjemny; w zasadzie wszystko było dobrze, tylko i tak ogarnął mnie jakiś - fizyczny i nerwowy - smutek.

 

Dziś odpowczywam, sprzątam, porządkuję stronę internetową, która służyła mi za repozytorium materiałów do wystąpienia.

 

 
13 grudnia 2025   Dodaj komentarz
o sobie  

Walonia

Doturlałam się wczoraj wieczorem koleją do Namuru, gdzie dziś rozpoczęła się konferencja anglistyczna. Ja występuję jutro po południu, więc nadal grzebię w prezentacji, która jest stroną internetową. Jak wszyscy wiedzą, ppt nienawidzę, zaczęłam więc zakładać strony związane z wystąpieniami. Co pozwala mi gromadzić w jednym miejscu potrzebne materiały, które potem łatwiej jest przekształcić w spójny tekst.

 

Powietrze jest ohydnie wilgotne, prawie 100%. Mimo bezchmurnego nieba ta wilgoć wbija się pod ubranie. Zapomniałam, że jestem bardzo blisko dużej rzeki.

 

Wczoraj kolacjowałam w pizzerii mieszczącej się na parterze hotelu. Bardzo byłam zadowolona z porcji makaronu jak dla drwala i kieliszka lekkiego białego wina. Pojadałam więc dobrze, choć przeszkadzał mi gwar rozmów, zwłaszcza że panowie Francuzi przy stoliku obok rozmawiali o polowaniu i strzelaniu. Najpierw myślałam, że mówią o strzałach na bramkę, ale szybko się rozczarowałam, gdy alkohol coraz bardziej wpływał na głośność rozmowy i łątwiej rozróżniałam słowa.

 

Jutro muszę wymeldować się z rana, żeby pójść na uniwersytet około dziesiątej, więc zaczęłam szukać przechowalni bagażu. Zaklepałam z góry skrytkę - robię tak od czasu wrześniowego urlopu w Hiszpanii, bo spacer z walizką przy moich zmęczonych stawach to niepotrzebny wysiłek. W gruncie rzeczy takie drobiazgi tworzą rzeczywistość. Nie chcę się przeciążać; i tak przepracowałam dzisiaj pół dnia, czyli wysiłek (mentalny) podjęłam. Spo-wal-niam obecnie wszystkie czynności, które z takich czy innych powodów podejmuję... 

 

 
11 grudnia 2025   Dodaj komentarz
o sobie  
< 1 2 >
Blogi