Powrót
Udało mi się wrócić do domu. Opóźnienie pociągu wynosiło pierwotnie 10 minut (Lipsk) i rosło, aż osiągnęło pół godziny. Około północy nakryłam się już swoją własną kołdrą, kocem i nieswoim kotem.
Ale dziś potrzebuję odpocząć. Musiałam zmienić plany i zamiast pędzić kolejnym pociągiem do Amsterdamu - będę nicnierobiła. Odpuszczam koncert pieśni barokowych, z żalem. Baterie mi się zużyły.
Moje wystapienie miało pradopodobnie jakieś znaczenie dla innych; odezwała się jedna studentka, podobało się też komuś, kto chwalił mój kojący głos. (Znowu. Pierwszy raz był w maju, w Gdańsku).
Jeżeli dobrze pójdzie, przede mną nawet trzy dodatkowe konferencje w tym roku. Jadę tam, gdzie wydaje mi się, że mam coś do powiedzenia. A może ktoś będzie miał ochotę posłuchać.