Na wyjeździe
Może jestem stara, słaba i schyłkowa, ale nawet ja czasem mogę zrobić coś niezwykłego i niepraktycznego. Tym razem wybrałam się na konferencję anglistyczną do Wrocławia.
Od wczoraj chodzę po ośniewającym mieście na Odrą i je podziwiam. Wszędzie blisko, wszędzie pięknie.
Moje pierwsze spotkanie z tym miastem miało miejsce w 1989 i skończyło się na Panoramie Racławickiej. Było to wiele epok temu. Teraz to miasto naprawdę ma najlepszy czas; może nawet jest ładniejsze od Warszawy.
Konferencja była udana, a moje wystąpienie oszczędziło mi palpitacji. Udało się całkiem dobrze. Słuchałam o poezji oraz postaci wampira, a mówiłam o przedstawieniach ciała w poezji. Słuchano mnie.
Jutro rano pędzę już do domu - pociągiem. Ciało ledwo się podniosło po długiej nocnej podróży w tę stronę, a tu już czas na powrót. Ot, szaleństwo.