Wreszcie wgląd we wnętrze
Niesamowite są meandry myślenia o sobie i podejmowania decyzji, które mogą zaważyć na własnym życiu.
Po siedmiu latach zdecydowałam się wreszcie na powtórzenie kolonoskopii, którą powinnam robić co pięć lat ze względu na historię rodzinną. Przyczyny, dla których opierałam się tej logiczności są liczne. Być może jest wśród nich autosabotaż i lekceważenie swojego dobrostanu, bo jakaś ukryta komórka mojego mózgu myśli, że nie zasługuję, żeby żyć. Termin minął w styczniu 2024 - a jednak zaczęłam umawiać się na badanie dopiero pod koniec 2025. Okazało się wtedy, że w szpitalu L., gdzie normalnie się badam, trzeba czekać pół roku. Wtedy zjeżyły mi się włosy na głowie - i do tej głowy poszłam po rozum. Udałam się do szpitala komercyjnego, gdzie przemiły i wesoły dr C. zlecił mi gastro- i kolonoskopię na jednym znieczuleniu. Obie wykonałam w piątek.
Bardzo lubię spać pod wpływem narkozy, choć tym razem nic pięknego, kolorowego mi się nie śniło. Lubię też lekką euforię, która towarzyszy mi przez cały dzień.
Po wszystkim dostałam trzy kanapki, kawę i wodę, spałaszowawszy które poszłam do domu z informacją, że jestem zdrowa i widzimy się za pięć lat (jeżeli świat będzie istniał, przemknęło mi przez głowę). Dostałam też na cały dzień zwolenienie lekarskie, co pozwoli mi zaoszczędzić urlop.
Czuję teraz ulgę, dużą ulgę, obiecuję oczywiście zachowywać się porządnie i stawiać się na badania. Aż do chwili, kiedy zacznę znowu wątpić w siebie.