Przesyłka
Przyjechały do mnie - dziś odebrane - książki z Polski.
Na przykład "Tajny dziennik" Mirona B. Mój egemplarz bowiem gdzieś zaginął. To gruby tom w twardej oprawie, a nie mogłam go nigdzie znaleźć. Zamówiłam więc nowy egzemplarz, z innej serii. Właściwie dwa tomy.
Pięknie się czyta.
A odebrałam to ze sklepiku portugalskiego, gdzie zostawiła je firma przesyłkowa. Miły chłopak cierpliwie szukał dla mnie dwu przesyłek. Maszyna do skanowania kodów nie działała. Młody Portugalczyk miał jednak cierpliwość portugalską i zrozumienie kontekstu. Tak jak ja zwykle mówię przy okazji przedłużających się transakcji - przyznał, że maszyny też są zmęczone, bo trwa weekend. Patrząc na jego ręce, zauważyłam, że ma bielactwo. Co mu nie odbierało urody.
Teraz, po ugotowaniu obiadu i myciu podłogi, podczytuję te książki. Dobrze się czuję - wczoraj spotkałam się z dawnym studentem, M. To świetna, pozytywna osoba, która zaraża tą energią, a mnie jej wiecznie brakuje. Zjedliśmy obiad, pogadali, wypili kawy, wymienili prezenciki. Odprowadziłam go na autobus. Takie chwile są za rzadkie.
Potem razem z Jo. poszłyśmy na spotkanie autorskie z Timothy Snyderem, który opowiadał nam o wolności - trafnie, przyjemnym głosem i dźwięcznym akcentem. Mieszka teraz w Kanadzie, co nie może dziwić.