Życie jak w M.
Podźwignęłam się, otrzepałam i uciekłam na krótki urlop do mojego ulubionego kraju na S., do miasta, w którym jeszcze nie byłam.
Był to spóźniony autoprezent urodzinowy: mecz w Madrycie. Zabrałam Jota, bo grała przecież Barcelona. A grała przeciwko Atletico de Madrid w półfinale Pucharu Króla.
Tak, taka wyprawa dla takiego szaraka jak ja to szaleństwo finansowe, ale przecież pięćdziesiąte pierwsze urodziny to jest osiągnięcie, które należy uczcić.