• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

Co chce, to robi.

Blog gat. II, szary, pakowy, zastępczy. Zaprasza Albonubes.

Kategorie postów

  • literatura i język (47)
  • o sobie (281)
  • studia (27)
  • świat (171)
  • tworzenie (24)

Strony

  • Strona główna
  • Księga gości

Linki

  • David Shapiro
    • Moje pisanie o Shapiro
    • Wspomnienie poety
    • Wytłumaczyć i przetłumaczyć
  • Literatura
    • Transpoesie
  • nauka
    • KU Leuven (Faculty of Arts)
    • Universite Catholique Louvain
    • Uniwersytet Gandawski
    • Uniwersytet w Namurze
    • WSZiP
  • pomoc
    • Ośrodek dla uchodźców
    • Pomagamy zwierzętom w Belgii
    • Pomagamy zwierzętom w Polsce
  • zdrowie - zespół Ehlersa Danlosa
    • EDS w Belgii
    • EDS w Polsce
    • Zespół Ehlersa Danlosa

Kategoria

Literatura i język, strona 7

< 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 >

Demony

"Dziady i dybuki". Właśnie zamówiłam książkę starszego Kurskiego o jego odzyskanej podwójnej tożsamości.

 

Bardzo mu zazdroszczę tego, że mógł tę książkę napisać, że miał materiał i zaplecze.

 

Na tym polega wartość i przewaga inteligencji jako klasy społecznej nad klasą robotniczą: obok formacji intelektualnej, którą wynosi się z domu, prawie bez wysiłku, dysponuje ona też dorobkiem kultury materialnej, który można przekazać kolejnym pokoleniom: mam na myśli fotografie, zapiski, pamiętniki, relacje.

 

Jestem proletariacką inteligencją z awansu, zaplecza prawie nie mam, zasobów materialnych też nie, pominąwszy kilka fotografii oraz prawo własności jednej szóstej starego domku na prowincji. Gdybym chciała napisać książkę o mojej (ciekawej skądinąd) historii rodzinnej, musiałabym polegać głównie na wyobraźni.

 

Moja tożsamość jest w zasadzie spójna, z wyjątkiem pewnego pęknięcia (nieznany dziadek, którego tropy po latach odnaleziono, ale którego nazwiska nie chcę nosić). Ale zawsze czułam się ksenofilką, pociągało mnie to, co inne ode mnie. Dlatego czuję się u siebie wszędzie, gdzie dotąd postała moja noga i mogłabym mieszkać chyba wszędzie.

 

Moje dziecko, Jot, jeszcze nie rozumie w pełni, że jest produktem dwóch kultur i dwóch języków, co jest wielkim, specjalnym darem na starcie. To tak, jakby mieć trzecie oko. Co z tym zrobi - zależy od niego. A kim się będzie czuł? Ja tego nie wiem.

 
27 grudnia 2022   Dodaj komentarz
literatura i język  

Zasłyszane

Dworzec w S. na południu Polski (S. Główny), dwie koleżanki (siostry?), malutkie, po siedemdziesiątce, uczesane i ubrane. Pierwsza mówi: -Zrobisz ten kurs i będziesz miała papióry.

(Bogowie! Ile to lat nie słyszałam słowa papióry? Będzie ponad trzydzieści).

Po chwili dodaje: -Renatko, ja nie chciałam się spotykać, żeby ci nie robić przykrości. Ale ty bardzo ładnie wyglądasz.

Chwilę później, przy rozstaniu, bo pociąg nadjeżdżał: -Ty muszisz mówić, że nie dajesz rady, że potrzebujesz pomocy, przecież masz męża 87 lat...

Potem jedna drugą wepchnęła do pociągu jadącego dalej na południe, a dalej przez Słowację na Węgry. Ty samym składem pojadę dwa dni później do Warszawy.

Tego samego dnia, wieczorem, siedzę w restauracji S. w Królewskim Mieście B. i rozmyślam, że gdzieś tu niedaleko, na skwerze, podczas II wojny światowej, mała Marusia Cygler, bohaterka jednej z moich prac na studiach, nocowała pod  ławką, ukrywając się przed gestapo. Gdzieś niedaleko.

A przy sąsiednim stoliku dwóch młodych rozmawia o pracy i studiach; jeden z nich studiował zarządzanie nieruchomościami w Łodzi. Chyba będą teraz pracować razem. Mówią, by zamówić tutejsze ś l ą s k i e jedzenie. Mam ochotę ich uświadomić, że jesteśmy w Zagłębiu, ale ostatecznie siedzę w milczeniu nad kotletem drobiowym z surówkami. Wcześniej wciągnęłam żurek, choć wolałabym zalewajkę z czosneczkiem i ziemniaczkami.

Kolejnego dnia, rano, czekam na autobus do D., gdzie mam spotkać się z licealistami. Autobusy nie nadjeżdżają, bo gęsta mgła spowalnia wszystko. Na przystanku bardzo starsza pani z chryzantemami, mówi do drugiej: -Jadę, choć przecie mi nie wolno, i niesę kwiaty, chociaż nie mogę dźwigać. W zeszłym roku byłam po operacji, to nie zawiozłam kwiatów na grób, i tamta X mnie obgadywała, miała pretensje. Pytałam przecież Kazika: -Zbyszek, czy ona źle o mnie mówi? No i tak było.

Wszystko tego dnia poszło dobrze, a mgła opadła.

 
01 listopada 2022   Dodaj komentarz
literatura i język   świat  

Jedność w wielości

W ubiegły czwartek spotkałam się z dr Hanną na uniwersytecie V. Prosiłam ją, by była promotorką mojego doktoratu.

 

Nie odmówiła, ale posłała mnie dalej, do profesora E. Do którego napisałam. Bo ona nie ma stałego kontraktu na V., ma też trochę inne zainteresowania naukowe. E. bardziej by pasował.

 

Spotkałyśmy się w kawiarni O. Ciekawe, że natychmiast, od wejścia ją poznałam. Niestety jest ode mnie o połowę młodsza.

 

A na samym kampusie V. zgubiłam się okropnie, nawigacja zaprowadziła mnie w przysłowiowe maliny.

 

Uniwersytet - w wielości jedność.

 

Wracając tramwajem z kampusu do pracy na E. tak myślałam: to takie wielokulturowe miasto, Bruksela, każdy jest beautifully different i differently beautiful.

 

Padało, zmokłam, nadal mam nadzieję na dobry obrót spraw.

 
15 października 2022   Dodaj komentarz
literatura i język   o sobie   uniwersytet beautiful Bruksela  

Wszystkie języki świata

W pracy poznałam D. Była stażystką, a w tej chwili pracuje na zastępstwo w sekretariacie i wszystko wskazuje na to, że zagości u nas na dłużej. Wydaje się osobą wartościową i myślącą, mówi niewiele, ale z sensem, co lubię. Ostatnio rozmawiałyśmy o językach. D. mówi po grecku, francusku, angielsku, włosku, trochę bo bułgarsku. Chciałaby biegle mówić po niderlandzku. - A tak w ogóle, to chciałabym nauczyć się wszystkich mozliwych języków - dodaje. Tylko że już wie, że to niemożliwe, bo nie starczy jej czasu, choć nie ma jeszcze nawet trzydziestu lat.

 
21 sierpnia 2022   Dodaj komentarz
literatura i język  

Miron

W tym roku minęła setna rocznica urodzin poety i prozaika Mirona Białoszewskiego (1922-1983), twórcy wyjątkowego w naszej literaturze, a dla mnie osobiście najważniejszego.

 

Nie wiemy, czy urodził się w czerwcu, czy w lipcu. Wedle jego własnych słów był to 30 lipca, a data czerwcowa jest wynikiem błędu rejestracji, co nie byłoby niczym niezwykłym. Miron dostał swoje wyjątkowe imię dzięki ciotce Nance (Irenie), która wybrała je losowo z kalendarza w drodze na chrzest. Imię prawosławne i pachnące mirrą. Urodził się w Warszawie, w domu przy ulicy Leszno, w łóżku, które zrobił jego dziadek. Warszawę zabierał ze sobą wszędzie: jadąc do Jugosławii, Ameryki, Egiptu, na Węgry...

 

Ostatnie lata to wysyp publikacji, które cieszą wielbicieli Mirona. Dostaliśmy jego "Tajny dziennik", dostaliśmy książkę zaprzyjaźnionego z nim Sobolewskiego ("Człowiek Miron"), książkę "Białoszewski 2018-2019" Olejniczaka i inne. Będą pewnie następne, co jest ogromną zmianą w porównaniu do posuchy lat wcześniejszych, kiedy to musiała mi wystarczyć publikacja Hanny Kirchner pt. "Miron. Wspomnienia o poecie" (1996).

 

Czy Miron jest ważny? O ile dla czytelnika istotna jest osobista, intymna relacja z twórcą - owszem, wiele jest osób, które taką relację z jego tekstami stworzyły i ją sobie cenią. Dla mnie Białoszewski jest autorem tekstów najistotniejszych, które trafiają do mnie na poziomie emocji oraz intelektu. Tłumacząc to na prosty język: odnajduję w nich siebie. W 1993 r. teksty Mirona pojawiły się na etapie wojewódzkim olimpiady polonistycznej, co bardzo mi dodało otuchy i co przyjęłam jako znak, że będzie dobrze. (I było dobrze. I dzięki olimpiadzie oszczędzono mi zdawania matury oraz egzaminów wstępnych na studia).

 

Białoszewski w swoich wierszach, a także w prozie jest filozofem codzienności, zwyczajnego życia, które on jednak postrzega z nadzwyczajną uważnością. "Byt jest dobry, bo jest". Spisuje banalne wydarzenia i własne refleksje na ich temat - może byłoby to nieznośnie nudne, gdyby nie talent. W tym sensie twórca był jednością z dziełem, sam sobie służąc za materiał.

 

Jedynym wyjątkiem od celebracji zwyczajności jest "Pamiętnik z powstania warszawskiego", który jest asynchronicznym, ale precyzyjnym zapisem dziejów cywila na tle śmierci miasta. Ta książka na swoją formę czekała 25 lat.

 

Białoszewski nie jest ważny w tym znaczeniu, że nie stworzył szkoły czy naśladowców literackich. Jego wpływ był i jest subtelny. Pozostał w pamięci swoich przyjaciół - przez każdego zapamiętany nieco inaczej. Nie będąc pieszczochem systemu ani celebrytą (w PRL), jako osoba homoseksualna jest dziś  postacią ważną dla osób LGBT. Jako człowiek de facto apolityczny i pozasystemowy, pozostaje inspiracją dla tych, którzy nie chcą i nie lubią iść z prądem. "Zawsze wierzyłem w swą szczęśliwą gwiazdę", powiedział - czekając na sukces życiowy, który w końcu przyszedł.

 

A najważniejsze jest chyba to, że Mirona nadal się doskonale czyta. Jego teksty odnoszą się do uniwersalnego doświadczenia życia, bytu, a zatem może je czytać każdy. Są podszyte czułą wyrozumiałością dla rzeczy, które nam się wydarzają.

 

Dla mnie szczególną zasługą Białoszewskiego jako twórcy jest jego wyjątkowa świadomość słów, które tworzą jego poezję. Kiedyś, na starym blogu, który odszedł w cybernicość, porównałam jego rzemiosło z siedemnastowiecznym Janem Andrzejem Morsztynem, który wybierał słowa do swoich wierszy z pełną świadomością. Choć oddaleni od siebie w czasie, są pod tym względem zaskakująco podobni i stąd obu moglibyśmy nazwać poetami lingwistycznymi, mistrzami języka.

 

A dla mnie pisanie Białoszewskiego jest nieustannym pocieszeniem, że "każdy jest dla siebie najważniejszy" i że trzeba się na siebie godzić, bo i tak "taki jest się jaki jest".

 

 

 

 

 

https://jedynka.polskieradio.pl/artykul/412336

 
20 sierpnia 2022   Dodaj komentarz
literatura i język  
< 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 >
Blogi