• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

Co chce, to robi.

Blog gat. II, szary, pakowy, zastępczy. Zaprasza Albonubes.

Kategorie postów

  • literatura i język (47)
  • o sobie (281)
  • studia (27)
  • świat (171)
  • tworzenie (24)

Strony

  • Strona główna
  • Księga gości

Linki

  • David Shapiro
    • Moje pisanie o Shapiro
    • Wspomnienie poety
    • Wytłumaczyć i przetłumaczyć
  • Literatura
    • Transpoesie
  • nauka
    • KU Leuven (Faculty of Arts)
    • Universite Catholique Louvain
    • Uniwersytet Gandawski
    • Uniwersytet w Namurze
    • WSZiP
  • pomoc
    • Ośrodek dla uchodźców
    • Pomagamy zwierzętom w Belgii
    • Pomagamy zwierzętom w Polsce
  • zdrowie - zespół Ehlersa Danlosa
    • EDS w Belgii
    • EDS w Polsce
    • Zespół Ehlersa Danlosa

Kategoria

świat, strona 6

< 1 2 ... 5 6 7 8 9 ... 34 35 >

Trzydzieści lat

Po trzydziestu latach niebytności wybrałam się do Amsterdamu. Mieszkam jedynie o dwie godziny drogi od tego miasta, ale jakoś się nie składało. Ostatnio wpadłam tam w kwietniu 1995 roku (ekhem), a wyprawa odbywała się autostopem. Tak, tak.

 

 

Tym razem było zupełnie inaczej, bo miałam konkretny cel: koncert Krystiana Zimermana, mojego pierwszego w życiu crusha.

 

Od zwycięstwa w Konkursie Chopinowskim w 1975 r. pojawiał się w telewizji, wypełniając swoją grą przerwy między programami. Musiałam go tam zobaczyć jako bardzo mała dziewczynka. Maestro do dziś nie zmienił się zupełnie, jedynie posiwiał i wyhodował sobie zarost.

 

 

 

Fascynował mnie wtedy fortepian, żywa mimika wykonawcy, dramatyczny sposób uderzenia w klawisze. Też tak chciałam grać (nic z tego nigdy nie wyszło).

 

Bilet kupiłam w styczniu i nie był wcale taki drogi. Droga była cała reszta: hotel, pociąg, jedzenie... Tym niemniej było warto. Maestro zagrał po mistrzowsku: uderzenie miał miękkie, ale zdecydowane. Nokturnów Chopina słuchałam z zamkniętymi oczami - co prawda nie usnęłam, ale przeszłam w stan medytacyjny.

 

Pytania nawracają. Czy wybitny szopenista, być może najlepszy na świecie, jest artystą, czy wykonawcą tylko? Czy samo wykonanie (w wersji z 22 czerwca 2025 r., z hali koncertowej w Amsterdamie) jest unikatowym dziełem sztuki? Jakie znaczenie ma muzyka? Czy jest nam potrzebna? (Głupie to pytanie). Jak rozpoznać wybitne dzieło i wybitnego wykonawcę? Wybitnego, czyli lepszego niż inni - jakie są kryteria?

 

Mistrz nie byłby sobą, gdyby nie wypowiedział się wobec nas, publiczności, na tematy bieżące. Stwierdził, że zakup broni nie rozwiąże naszych problemów. Rozwiązaniem jest miłość.

 

A co poza tym?

 

Znalazłam Amsterdam bardzo pięknym i zielonym. Roślinność była w fazie maksymalnej bujności. Było też gorąco, bo prawie 30 stopni, przy czym wiatr od morza trochę pomagał.

 

 

Poruszałam się tylko w obrębie południowej części miasta, jeżdżąc wygodnie tramwajami. Odwiedziłam Muzeum Królewskie, gdzie wisi kilka Van Goghów i Rembrandtów; znajdziecie też tam piękną kolekcję późnośredniowieczną.

 

 

W restauracji serwującej kuchnię północnochińską napiłam się hiszpańskiego tempranillo. To mój ulubiony szczep czerwonego wina.

 

 

Chcę tam wrócić w lutym - w znanej mi już sali koncertowej będą grali i śpiewali arie barokowe, dla mnie najpiękniejsze. Bilet już mam.

 

Jak Zimerman gra Chopina

 

 Sala koncertowa w Amsterdamie

 
28 czerwca 2025   Dodaj komentarz
świat   Zimerman   koncert   Amsterdam   van gogh  

Promocja ograniczona w czasie

Przekwitły akacje. Kwitną bujnie lipy i jaśminy. Słodycz tych aromatów miesza się w ciepłym powietrzu i miesza nam w głowach.

 

Szybko, zaraz skończy się ta promocja!

 

 
15 czerwca 2025   Dodaj komentarz
świat  

Pięć lat

Pięć lat temu opuściła ten świat Zo., moja przyjaciółka, piękny, dobry człowiek. Tęsknię, pamiętam. Z nią będą mi się zawsze kojarzyć złote mniszki, które kwitną wiosną.

 
14 czerwca 2025   Dodaj komentarz
świat  

Fioletowe światło w wąwozie

Puściłam Jotowi jedną z moich ulubionych piosenek z jednego z moich ulubionych filmów. - Czy to Elvis Presley? - pyta mój Jot, dziecko dwudziestego pierwszego wieku. - To Dean Martin - wyjaśniam.

 

Dean Martin śpiewa piosenkę "My rifle, my pony and me" w filmie "Rio Bravo" (1959) leżąc, z kapeluszem nasuniętym na twarz, jakby od niechcenia. Śpiewa kowbojską balladę gładkim jak jedwab, idealnie czystym barytonem z wibrato. "No more cows to be ropened". Żadnych krów do przywiązania. Można odwiesić kapelusz.


Głos aktora nie tylko koi, ale dotyka czegoś istotnego w słuchaczach, może dlatego, że "Rio Bravo" jest skromnym filmem o przyjaźni i współpracy, o przezwyciężaniu nałogu i o sprawiedliwości. Kiedy byłam dzieckiem, zrobił na mnie - obejrzany w TV - wielkie wrażenie. A muzyka zwłaszcza. Podwójna płyta Deana Martina była ostatnim prezentem, jaki dałam na święta mojemu ojcu.

 

"Troje moich towarzyszy: moja strzelba, mój koń i ja". Ciepłe wieczorne powietrze dotyka twarzy; wciągasz w nozdrza zapach ogniska i stajni. Samotność i bycie w pełni sobą jednocześnie. Foletowe światło w wąwozie. Balsamiczny wieczór.

 

Czego i Czytelnikom życzę.

 

Piosenki z Rio Bravo

 
13 czerwca 2025   Dodaj komentarz
o sobie   świat   Rio Bravo   Dean Martin   kowboj   przyjaźń   film   piosenki  

Kraj nad Wisłą

Nie było mnie tam półtora roku; teraz pojechałam, po raz kolejny, z akcją informacyjną o Unii Europejskiej, jak poprzednio.

 

Ale też jadłam pyszne rzeczy, piłam pyszne rzeczy.

 

 

 

Spotkałam się z młodzieżą z Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kiedyś pracowałam, z uniwersytetu SWPS, gdzie pracują przez mnie wyszkolone kadry, z Uniwersytetu Pomorskiego, którego władze dawno temu uczyłam tłumaczeń, a także pewnego liceum ze Słupska.

 

 

 

W przerwie między wizytami i rozmowami z młodzieżą wystąpiłam na konferencji w Gdańsku:

Metamorphoses of Time

przy okazji zwiedzając odrobinę Oliwę. Śliczne miasto Gdańsk, wygodna komunikacja, dobre jedzonko zachwyciły mnie zwyczajnie.

 

 

 

Będąc w Ustce, miałam okazję przejść się wzdłuż poszarpanego sztormami brzegu, po wydmach i pachnącym żywicą lasem. Jadłam dorsza, jadłam ciasto z rabarbarem. Byłam goszczona jak księżniczka.

 

 

 

Równie świetnie mi było w Warszawie, gdzie miałam zajęcia na Wydziale Lingwistyki, gdzie mogłam spędzić parę godzin z bibliotece uniwersyteckiej, pospacerować po Saskiej Kępie, zjeść lody w ulubionym towarzystwie mojej drogiej, od lat zresztą, Ka.

 

 

Kiedy tak siedziałam w BUW-ie, minęła mnie grupka francuskojęzycznych; przez sekundę poczułam się jak w domu.

 

 

 

Wyprawę odbyłam pociągiem; do Warszawy wszystko grało, ale powrót okazał się wyczerpujący. Nie zdążyłam na ostatnie połączenie w Kolonii, miałam więc dodatkowe dwie godziny; poszłam na kawę i szarlotkę. Do domu dotarłam bardzo późno i z przygodami. W pociągu doszło do kradzieży; obsługa otoczyła złodzieja i czekała na przyjazd policji.

 

Wszędzie się spieszyłam, spocona, z językiem na wierzchu, zmęczona i niedospana, ale ostatecznie zadowolona, bo młodym podobały się moje wystąpienia, bo młodzi reagowali znakomicie na poezję, którą też ze soba przywiozłam. Czyli coś tam ma sens.

 

Jestem nawet całkiem pewna, że wiele rzeczy, w tym moich wysiłków ma sens. Dlatego że po moich zajęciach podeszła do mnie jedna czy druga osoba, mówiąc, że "to najlepsze zajęcia, na jakich byłam", "to było zupełnie inne od wszystkiego". Bardzo to podnoszące na duchu, ale też jakoś smutne, bo wiedząc, że jestem inna, wiem, że jestem zawsze sama.

 

 
04 czerwca 2025   Dodaj komentarz
świat   warszawa   SŁUPSK   polska   pociąg   studenci   podróż   biblioteka  
< 1 2 ... 5 6 7 8 9 ... 34 35 >
Blogi