• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

Co chce, to robi.

Blog gat. II, szary, pakowy, zastępczy. Zaprasza Albonubes.

Kategorie postów

  • literatura i język (47)
  • o sobie (281)
  • studia (27)
  • świat (171)
  • tworzenie (24)

Strony

  • Strona główna
  • Księga gości

Linki

  • David Shapiro
    • Moje pisanie o Shapiro
    • Wspomnienie poety
    • Wytłumaczyć i przetłumaczyć
  • Literatura
    • Transpoesie
  • nauka
    • KU Leuven (Faculty of Arts)
    • Universite Catholique Louvain
    • Uniwersytet Gandawski
    • Uniwersytet w Namurze
    • WSZiP
  • pomoc
    • Ośrodek dla uchodźców
    • Pomagamy zwierzętom w Belgii
    • Pomagamy zwierzętom w Polsce
  • zdrowie - zespół Ehlersa Danlosa
    • EDS w Belgii
    • EDS w Polsce
    • Zespół Ehlersa Danlosa

Kategoria

świat, strona 2

< 1 2 3 4 5 ... 34 35 >

DANA i po plaży

We wschodniej Hiszpanii znowu zagościła DANA, pogoda niskiego ciśnienia z ulewnymi deszczami.

 

W efekcie morze zabrało kawałek mojej ulubionej plaży, Albuferety.

 

Widok jest szokujący - zdjęcie mam z lokalnej gazety Información.

 

Foto: Información

 

Co to będzie?

 

 

 
12 października 2025   Dodaj komentarz
świat  

Królowa kompresji

Właśnie wróciłam (22.40) z koncertu Suzanne Vegi. Naprawiłam błąd sprzed 8 lat, kiedy poszłam tylko na spotkanie autorskie, a nie na koncert.

 

Reszta będzie jutro.

 

"Szumi krew". "Blood makes noise" akurat nie zostało dziś zaśpiewane.

***

 

Już jest jutro, drużyna Jota wygrała 6:4, przy czym sam Jot sptrzelił pierwszą bramkę.

 

A co do Suzanne - to naprawdę niesprawiedliwe, że wygląda równie świetnie, jak kiedy zobaczyłam ją na żywo w Brukseli w 2016 r. A nawet, kiedy w 1987 r. mignęła mi w Teleekspresie śpiewając "Lukę". To było uderzenia pioruna - piosenka wpadła mi wtedy do środka i do dziś tam siedzi.

 

Oczywiście "Luka" został wczoraj odśpiewany. A także "Tom's diner" - piosenka, która posłużyła do opracowania standardu kompresji przy tworzeniu formatu MP3. I wiele innych.

 

Konferansjerka Szuzanne jest dowcipna i autoironiczna. - A teraz coś wesołego na zakończenie - powiedziała, bisując piosenką pt. "Tombstone", to jest "Nagrobek". Co więcej, Suzanne powiedziała kilka zdań po francusku, a nawet króciutko zaśpiewała w tym języku ("Uczyłam się na Duolingo").

 

Sala w Bozarze była pełniutka - wypełniona takimi starymi dziadami jak ja albo i starszymi. Nawiasem mówiąc, organizowanie tu koncertu rockowego to błąd, bo numerowane miejsca nie pozwalają na spontaniczne podrygiwanie do muzyki.

 

Suzanne śpiewa zawsze półgłosem, więc struny głosowe - podobnie jak i urodę - ma nienaruszone. Wśród przyczyn możemy też wymienić buddyzm i jogę. Cóż to jest - 66 lat?

 

Jest bardzo nowojorska, od akcentu począwszy, a na inspiracjach skończywszy. W opowieściach i utworach pojawił się wczoraj i Bob Dylan, i Lou Reed...

 

Był to piękny, bardzo minimalistyczny koncert (troje muzyków na scenie i światła!). Na pamiątkę kupiłam sobie winyl z nadrukowanym autografem, patrz wyżej.

 

Dziś ledwo żyję - mam w kościach trzy wieczorne wyjścia w ciągu tygodnia.

 

Do poczytania

 
10 października 2025   Dodaj komentarz
świat  

Na głosy

Wybrałam się rzucając się na ostatnie bilety) na koncert zespołu wokalnego Just Vox.

 

Bardzo przyjemne harmonie, gatunki różne, muzyka filmowa, hiphop i musical.

 

Wróciłam do domu późno, no i dobrze.

 

Jest coś niezwykłego w śpiewaniu na głosy. Sala pełniutka. Pani z krzesła obok (HH 17) częstowała mnie cukierkami.

 

Just Vox

 
09 października 2025   Dodaj komentarz
świat  

Jesień tu jest

Piękna jesień nas dziś odwiedziła.

 

Wstałam z bolącym gardłem, niestety, i zmuszona byłam pojechać do słynnej/osławionej dzielnicy A., żeby odebrać z paczkomatu błędnie na ten paczkomat zaadresowaną, ale niewątpliwie moją przesyłkę.

 

To oznacza daleką podróż od pierwszej stacji aż do końca jedną linią metra. I wspomnienia - bo tą trasą jeździliśmy z Jotem na treningi halówki w latach 2016-2017.

 

Z pewnym wysiłkiem, brodząc w śmieciach, którymi upstrzone są tutejsze trotuary, odnalazłam paczkomaty na stacji paliw T.  Przy trzeciej próbie udało mi się wprowadzić kod i odebrać paczkę. Wracając na stację metra, z przerażeniem minęłam leżącego na chodniku śpiącego człowieka. To musi być widok powszedni, bo przechodnie nie zwracali na niego uwagi.

 

Stamtąd pojechałam do polskiego sklepu, a dalej do domu. Jot wrócił z meczu, który sędziował (debiut) i potem wyruszyliśmy na sobotnie zakupy - głównie po żarcie. Potem skleciliśmy obiad. Następnie wyczyściłam mieszkanie mopem na parę i po prostu padłam.

 

Nie mając już sił na nic, serfuję sobie po internecie.

 

Dzień był złoty, słoneczny, wystarczyła mi bluza i dżinsy, żeby iść przez miasto. Zresztą zamiast iść, chętnie bym sobie usiadła na jakiejś ławeczce pod kasztanowcem i pogrzała się w słoneczku, tak. Obowiązki gonią mnie jak głodne psy. Kołowrotek się kręci; w codziennym życiu mało jest poezji, bo brudne garnki same się nie umyją.

 

PS. Utworzyłam stronę poświęconą warsztatom tłumaczeniowo-poetyckim, które mam poprowadzić w listopadzie. Pomyślałam, że będzie to miejsce, gdzie znajdą się materiały przygotowujące do zajęć, ale także forum do publikacji gotowych tekstów (tłumaczeń). Zobaczymy, jak to się sprawdzi. 

 
27 września 2025   Dodaj komentarz
świat  

Album pamięci

Jak co roku, zrobiłam na wakacjach sporo zdjęć, chociaż to, co najważniejsze, trzymam pod powiekami.

 

 

Moja lubiona plaża Albufereta; teraz spokojna, aczkolwiek nieraz mocno wzburzona przy żółtej fladze.

 

 

 

Zwykle wysiadałam z tramwaju na stacji La Isleta i szłam wzdłuż plaży w stronę przystanku Albufereta. Łącznie to około 400 metrów. Plaża rozciąga się wzdłuż małej zatoczki.

 

 

Co roku odwiedzam Muzeum Archeologiczne (MARQ), którego wystawy czasowe bardzo mnie ciekawią: w tym roku była to (przedłużona) wystawa pt. "Miasta Światła", tj. Alicante za czasów rzymskich.

 

 

Były to skromne wakacje, bo budżet miałam malutki, ale kiedy już poszłam do restauracji, zamówiłam lokalne wino Bahia de Denia - i było to nowe odkrycie.

 

 

Zdarzyło mi się podejrzeć trening przedmeczowy zawodników CF Hercules Alicante. Podziwiam ich odporność na upał (30 stopni).

 

 

Ulubione przedpołudnia były wzmacniane tostami z pomidorem (i kawą). Takie drugie śniadanie.

 

 

Wybrałam się na uniwersytet. Oto kotka napotkana na miejscowej anglistyce. Wydrapałam za uchem.

 

 

Chociaż nie miałam towarzystwa, wybrałam się na mecz drugoligowca CF Hercules kontra Algeciras.

 

 

Siedziałam sobie na wysokiej trybunie, podziwiając obiekt, który ma tyle lat, co ja, a na kórym Polska pokonała Francję w małym finale mistrzostw świata w 1982 r. 

 

 

Ostatni dzień wakacji poświęciłam na muzea MUBAG i MACA oraz łażenie po mieście. Na ścianie mijanego przeze mnie ratusza - głowa Cervantesa.

 

 

Lokalni nacjonaliści żądają mówienia po walencku.

 

 

Jeden z budynków przy al. Salamanki nosił wyjątkowo piękną nazwę.

 

 

Costa Blanca, jedna z moich ulubionych plaż.

 

 

Muchavista to jedna z plaż, które przyciągają mnie swoją nazwą. Pojechałam tam na plażowanie, przeczytawszy artykuł o żółwiach morskich, które tam się wykluły. Ale kiedy dotarłam, nie dało się tam plażować ze względu na czerwoną flagę - więc wycofałam się na wyżej wspomnianą Costa Blancę.

 
19 września 2025   Dodaj komentarz
świat   Alicante   żółwie   plaża   morze   muzeum   wakacje   urlop   lato  
< 1 2 3 4 5 ... 34 35 >
Blogi