• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

Co chce, to robi.

Blog gat. II, szary, pakowy, zastępczy. Zaprasza Albonubes.

Kategorie postów

  • literatura i język (47)
  • o sobie (281)
  • studia (27)
  • świat (171)
  • tworzenie (24)

Strony

  • Strona główna
  • Księga gości

Linki

  • David Shapiro
    • Moje pisanie o Shapiro
    • Wspomnienie poety
    • Wytłumaczyć i przetłumaczyć
  • Literatura
    • Transpoesie
  • nauka
    • KU Leuven (Faculty of Arts)
    • Universite Catholique Louvain
    • Uniwersytet Gandawski
    • Uniwersytet w Namurze
    • WSZiP
  • pomoc
    • Ośrodek dla uchodźców
    • Pomagamy zwierzętom w Belgii
    • Pomagamy zwierzętom w Polsce
  • zdrowie - zespół Ehlersa Danlosa
    • EDS w Belgii
    • EDS w Polsce
    • Zespół Ehlersa Danlosa

Kategoria

O sobie, strona 2

< 1 2 3 4 5 ... 56 57 >

Od nowa

Zatem przeturlaliśmy się na stronę roczku 2026.

 

Otrzepałam się, żyję, wstałam, obejrzałam koncert filharmoników wiedeńskich. Jo. poszła znowu rezydować w cudzym mieszkaniu.

 

Na froncie bez zmian, stan konta bez zmian, skład osobowy bez zmian. Kolejny rok, być może ostatni - trzeba spróbować go przeżyć dobrze, rozsądnie, szaleńczo, spokojnie, wesoło, kulturalnie, prosto - jak kto chce. Jak kto chce. Korzystajmy z tego, co jest.

 

 
01 stycznia 2026   Dodaj komentarz
o sobie  

Coraz bliżej końca

Roku.

 

Ćwiartki wieku dwudziestego pierwszego.

 

Święta przeżyłam pół na pół z Jo., która jeździ porezydować w mieszkaniu znajomych, którzy z kolei są w ciepłych krajach. Koty głównie śpią. Pogoda dopisała: jest piękny wyż i lekki mrozik. Chodzę do kina. Obejrzałam już "Les Baronnes", historię kilku lekceważonych przez życie pań 65+ z Molenbeeku, które postanawiają wystawić "Hamleta". Ciekawe i wciągające, ale reżyser niepotrzebnie połączył lokalny realizm (w filmie gra znana mi dobrze Bruksela) z elementami magii, jak żarzący się meteoryt, który przebija dach domu głównej bohaterki i prowokuje serię wydarzeń nieoczywistych. Wczoraj obejrzałam "Song sung blue", fabularyzowaną historię wisconsińskiej pary o pseudonimach Lightning and Thunder śpiewającej covery Neila Diamonda. Film siłą rzeczy tonął w kiczu amerykańskiej prowincji, ale Hugh Jackman i Kate Hudson byli znakomici, zwłaszcza ona.

 

Dziś poszłabym na Zootopię 2, ale mi się nie chciało. Grzeję się, smaruję lotionami, pryskam perfumami i jem.

 

Coś tam piszę, coś tam planuję, boli mnie głowa i niewiele mi się chce.

 

Kilka dni temu, kiedy robiłam ostatnie zakupy spożywcze w sklepie D. w sąsiednim mieście (D. w moim mieście jest spalony; zarzucili mi kiedyś kradzież). Przy kasie ustawiłam się za parą: panem po osiemdziesiątce i jego córką w moim wieku. W pewnym momencie kasjer (też niemłody) stwierdził, że karta lojalnościowa klienta nie działa, bo jest to karta sklepu C. - Jest pan w sklepie D. - tłumaczył panu dziadkowi. - Papa... - wyszeptała zażenowana córka. - C'est la vie - powiedział z niczym niezmąconą wesołością pan dziadek.

 

Niech to będzie mój komentarz do kończącego się roku. Jest to komentarz kobiety w wieku mocno średnim, posiadającej jedynie kartę lojalnościową sklepu D.

 

A kiedy myślę, że chciałabym teraz być w Alicante, oglądam sobie filmik z meczu, na którym byłam we wrześniu. Kiedy następne wakacje? Może w październiku...

 

 

 
26 grudnia 2025   Dodaj komentarz
o sobie  

Końcówka

Dziś zaczęłam urlop, który potrwa do 4 stycznia.

 

Jak co roku, czuję ciężar minionych dni i potrzebuję odpocząć. W tym roku bez wyjazdu, z różnych powodów niezależnych ode mnie. Może wyskoczę nad morze. Jeżeli się uda.

 

Nie wiem, czy czas na podsumowania; w sumie to sztuczny zwyczaj, a raczej arbitralnie przypisany do grudnia. Jestem coraz starsza, coraz mniej mam energii. Rok był taki sobie - niby żyjemy, mam co jeść, ale narasta niepewność. Tu wojna, tam wojna, konflikty się kłębią, rośnie ogólny poziom agresji w ludziach ogółem, a zwykły szary człowiek się po prostu boi, co będzie jutro.

 

Robiąc sobie prezent świąteczny, poszłam do kosmetyczki na zabieg mezoterapii. Pani zaproponowała użycie DNA róży damasceńskiej, cokolwiek to znaczy. Było co prawda drogo, ale kto nie chciałby mieć pod skórą genów róży damasceńskiej??? Po zabiegu niespecjalnie wypiękniałam, ale spodziewać się należy tylko rzeczy możliwych. Trzeźwy realizm to podstawa.

 

A wczoraj przyjechało zamówione jedzenie świąteczne: w tym dwa serniki zamiast sernika i jabłecznika. Jot był rozczarowany, mnie to obojętne: się zje.

 

Dostawca zmieniał kilkakrotnie godzinę dostawy, niekoniecznie z powodu złego planowania, bo tu rolę odegrały też rozróby w Brukseli, gdzie rolnicy palili opony i tak dalej. Miasto było przez to częściowo nieprzejezdne. Dostawa miała więc przyjechać o 20.45, czyli w czasie, gdy planowałam iść do kina (ponownie na "Lekcje pingwina", tym razem w oryginale), a następnie do pizzerii, z Jotem oczywiście. Ponieważ mam za sobą największą lekcję asertywności w życiu (sierpniowa konfrontacja z policją w supermerkecie), zdecydowałam się reagować asertywnie i planów nie zmieniać. Wszystko się udało, bo pod moją nieobecność dostawa i tak przybyła, tylko ten jabłecznik... Nie ma.

 

Najlepszego, dobrego po prostu Wam życzę.

 

 
19 grudnia 2025   Dodaj komentarz
o sobie  

Najlepsze są powroty

Wczoraj po wygłoszeniu na konferencji swoich przemyśleń (mówiłam, nie czytałam) wróciłam do domu. Bardzo zmęczona.

 

Na konferencji spotkałam kolegę ze studiów, dziś profesora, i jego żonę. Rozmawiało nam się dobrze, powiedziałabym, i może zgłoszę się na konferencję na ich uniwersytecie w czerwcu przyszłego roku. Co do imprezy w Namurze - wiedziałam, że oni tam będą - chociaż trochę się obawiałam, że się nam rozmowa nie sklei. 

 

Konferencja ciekawa, z referatami na temat Tupaca Shakura oraz słów, jakie ludzie wypowiadają przed zgonem. Taki rozrzut.

 

Jedzenie dobre, poszłam do polecanej restauracji. Modna, industrialna, z otwartą kuchnią i tłumem kelnerów, dobrze karmią, ale czuję się trochę samotnie. Z mojej prawej - dwie panie żywo rozmawiają, jedzą pizzę. Po lewej - pani z jakiejś placówki kulturalnej i jej spóźniony kolega. Ona narzeka na różne sprawy, jedzą spaghetti. I ja zjadłam dobre spaghetti z krewetkami. Ceny normalne i na moją kieszeń. 

 

 

Wracając, poszłam odebrać walizkę ze skrytki (co udało się zgrabnie), kupiłam bilet pierwszej klasy i pojechałam gładziutko do domu. Dworzec jest tylo 300 metrów od uniwersytetu. Cudownie.

 

 

Miasto jest piękne dzięki rzekom, kościołom i cytadeli, ale wymagałoby doszlifowania. Hotel też był całkiem przyjemny; w zasadzie wszystko było dobrze, tylko i tak ogarnął mnie jakiś - fizyczny i nerwowy - smutek.

 

Dziś odpowczywam, sprzątam, porządkuję stronę internetową, która służyła mi za repozytorium materiałów do wystąpienia.

 

 
13 grudnia 2025   Dodaj komentarz
o sobie  

Walonia

Doturlałam się wczoraj wieczorem koleją do Namuru, gdzie dziś rozpoczęła się konferencja anglistyczna. Ja występuję jutro po południu, więc nadal grzebię w prezentacji, która jest stroną internetową. Jak wszyscy wiedzą, ppt nienawidzę, zaczęłam więc zakładać strony związane z wystąpieniami. Co pozwala mi gromadzić w jednym miejscu potrzebne materiały, które potem łatwiej jest przekształcić w spójny tekst.

 

Powietrze jest ohydnie wilgotne, prawie 100%. Mimo bezchmurnego nieba ta wilgoć wbija się pod ubranie. Zapomniałam, że jestem bardzo blisko dużej rzeki.

 

Wczoraj kolacjowałam w pizzerii mieszczącej się na parterze hotelu. Bardzo byłam zadowolona z porcji makaronu jak dla drwala i kieliszka lekkiego białego wina. Pojadałam więc dobrze, choć przeszkadzał mi gwar rozmów, zwłaszcza że panowie Francuzi przy stoliku obok rozmawiali o polowaniu i strzelaniu. Najpierw myślałam, że mówią o strzałach na bramkę, ale szybko się rozczarowałam, gdy alkohol coraz bardziej wpływał na głośność rozmowy i łątwiej rozróżniałam słowa.

 

Jutro muszę wymeldować się z rana, żeby pójść na uniwersytet około dziesiątej, więc zaczęłam szukać przechowalni bagażu. Zaklepałam z góry skrytkę - robię tak od czasu wrześniowego urlopu w Hiszpanii, bo spacer z walizką przy moich zmęczonych stawach to niepotrzebny wysiłek. W gruncie rzeczy takie drobiazgi tworzą rzeczywistość. Nie chcę się przeciążać; i tak przepracowałam dzisiaj pół dnia, czyli wysiłek (mentalny) podjęłam. Spo-wal-niam obecnie wszystkie czynności, które z takich czy innych powodów podejmuję... 

 

 
11 grudnia 2025   Dodaj komentarz
o sobie  
< 1 2 3 4 5 ... 56 57 >
Blogi