Na zmęczeniu
Wczoraj poszłam skontrolować podejrzane znamię na przedramieniu. Doktor z kasztanowymi lokami pochyli się nade mną z elektroniczną lupą. - Nic się nie zmieniło przez trzy miesiące, proszę przyjść za rok. Smarować się filtrem pięćdziesiątką. Dokąd na wakacje?
To był pierwszy etap profilaktyki nowotworów: grudzień biegłego roku. Potem, z końcem stycznia sprawdziłam wnętrze żołądka i jelita. Żołądek prezentuje się podobno zdrowo, w jelicie też różowa śluzóweczka. Odetchnęłam, bo w przeszłości żołądek był w strzępach, a dodatkowo przez rok nadwerężałam go lekami przeciw osteoporozie.
Dzisiaj zaś reumatolog obejrzała wyniki mojej październikowej densytometrii. W stosunku do badania z sierpnia 2024 przybyło mi 0,2 gęstości kości (śliczny rym, prawda?). To znaczy, że dostanę wkrótce w szpitalu doroczną kroplówkę z lekiem dożylnym. Będzie to się szumnie nazywało "półdniową hospitalizacją". Tak to wygląda, że medycyna zdominowała mi pierwsze półrocze 2026 r.
To jest mój osobisty wymiar tej egzystencji w świecie, gdzie lecą bomby i rakiety, no i nie wiadomo, w którą stronę to pójdzie. Trzeba trzymać się rzeczy małych.
Rzecz mała: wczoraj, wysiadając z tramwaju, zobaczyłam na przystanku ociężale lecącą trzmielicę, obudzoną z długiego snu. Bo kwitną już kwiaty. Dzisiaj, kiedy szłam do przychodni (mieści się blisko), minęłam oszałamiająco pachnący krzak z żółtymi kwiatkami. Kwitną też drzewa - wiśnie.
Może to koniec świata, może jeszcze nie. Do tego dokłada swoje napięta sytuacja w pracy, gdzie trwają zakulisowe ruchy. Dziś pracowałam do późnego wieczora, bo większość kolegów jest na zwolnieniu lekarskim i trzeba ich po prostu zastąpić. Ja i kolega robimy więc wszystko, co trzeba.
Nie nakłada to na mnie szczególnej presji psychicznej - może to paradoksalny efekt długotrwałego stresu - ale wyczerpuje mnie fizycznie. Większość obowiązków wypełniam na zmęczeniu, czasem skrajnym.
Dodaj komentarz