Atak zimy
Zgodnie z prognozą zaatakował nas śnieg i lekki mróz. Dla mnie to pogoda wymarzona, wyszłam więc z domu na zakupy zadowolona z tego obrotu rzeczy.
Wczoraj, wracając późno z pracy bardzo wyżęta z energii, natknęłam się na A. Przywitałyśmy się noworocznie i wycałowały. Potem mówiła głównie ona, bo mnie musiał się jeszcze włączyć język tej rozmowy (hiszpański).
Nasze dzieci chodziły razem do podstawówki i liceum, a teraz studiują to samo, ale na różnych uczelniach.
Najpierw A. mówiła do mnie dużymi literami, a potem już się rozpędziła. I we mnie obudził się język.
To przemiła osoba. Szkoda czasem, że nie mam życia towarzyskiego.
A. z rodziną mieszka w S., tuż za granicą mojego miasteczka. Poprzedni atak zimy spowodował, że zostali odcięci od świata, bo nie przyjechał tramwaj. Taka drobna rzecz, a już powoduje że codzienne życie jest incómodo.
Szczęśliwego roku, jeszcze raz.

Dodaj komentarz